COLECTIVOS i GUÍA „T”. O autobusach w Buenos Aires

COLECTIVOS i GUÍA „T”. O autobusach w Buenos Aires

Cytaty z tekstu: Julia Kempa, „Miasto jak labirynt. W pułapce sieci autobusowej Buenos Aires”

Kartezjusz pisał, że „miasta zaplanowane od początku do końca są bardziej funkcjonalne, miasto zbudowane według jednego architektonicznego planu jest realizacją wizji ludzkiego porządku”. I taką realizacją wydaje się być Buenos Aires, które jak każda amerykańska metropolia, z niezwykłą siłą i energią poddana została liniom równoległym i prostopadłym; miasto, w którym panuje tyrania kąta prostego, a może bardziej niż tyrania właśnie ta amerykańska równość w niepodległości, odrysowana linijką, bez centrum, któremu trzeba się poddawać.Buenos Aires jest odległe od naszych średniowiecznych pokrętnych, ciemnych i wąskich uliczek, tam ulice są szerokie, przejrzyste, klarowne, a jakby dla podkreślenia tego porządku numeracja domów ma w sobie coś z matematycznego równania, używa się nomenklatury przecznicy, cuadry, a numery domów po każdej przecznicy przeskakują co 100 numerów. I niby to Buenos Aires ze swoimi kątami prostymi, kwadratami, liniami prostymi, niczym rzymskie castrum, wydawałoby się, że powinno podlegać temu rygorowi prostoty, to jednak jest w nim coś niepokojącego. Nie bez powodu klasyczna struktura labiryntu wymaga maksimum symetrii i jednolitości stylu, są jej dwa warianty: koło albo linie oraz kąty proste, im prostszy rysunek, tym demoniczniejszy labirynt, tym bardziej daremne poszukiwanie wyjścia z niego. A może tym co rzeczywiście jest niepokojące w tym labiryncie Buenos Aires, to jego ogrom, linie proste, które biegną w nieskończoność, brak centrum, granic – podobnie jak pisał o Los Angeles Umberto Eco – miasto „i tak dalej”, miasto-lista o postaci otwartego labiryntu.

Google Maps – rzut BA

Guia T

Buenos Aires jest ujęte w przedziwną i niesamowitą formę, guía “T” – niewielka, co roku wydawana książeczka – to mapa, a zarazem przewodnik po sieciach autobusowych Buenos Aires, którą posiada prawie każdy mieszkaniec, nawet ten niekorzystający z autobusów.  Jest to kłębek, który plącze się w rękach, pełen supłów i zawiłości, bardziej przypominający węzeł gordyjski niż nić Ariadny. W 15-milionowym Buenos Aires, gdzie codziennie autobusami podróżuje ponad 6 milionów ludzi ich rozkład jest systemem tak skonstruowanym, że większość Argentyńczyków przyznaje się do problemów, jakie ma z rozszyfrowaniem go. Dlatego równie niepokojąca co oddalenie się od domu, może być potrzeba zmiany niezawodnego numeru linii, to odrzucenie nici Ariadny przekazywanej z matki na córkę, albo nici wykradzionej od szkolnych kolegów czy współpracowników, to porzucenie stałej ścieżki do domu, do pracy, do męża, do matki, do dzieci. Poszukiwanie jakiejś nowej, nieznanej trasy do kochanka, do nieoczekiwanego spotkania, do szczęścia, jest z góry skazane na błądzenie. Argentyńczycy pokornie spuścili głowy i zaakceptowali labirynt, w którym żyją, posłusznie ustawiając się w kolejkach (!) na przystankach autobusowych.

Kolejka do autobusu!

Przede wszystkim w Buenos Aires autobusy nie należą do jednego, publicznego przewoźnika, zatem każda linia rządzi się swoimi prawami, stąd często na przykład brakuje połączenia między poszczególnymi liniami na tej samej trasie i trzeba szukać przesiadkowego przystanku, a same przystanki są bardzo słabo oznaczone, albo w ogóle. Nie ma rozkładów jazdy, nie wiadomo kiedy i jaki numer się pojawi, autobusy podług tylko sobie znanych reguł zatrzymują się lub nie, choć istnieje zapis w regulaminie, że w nocy, po godzinie 22.00 lub podczas deszczu kierowca na życzenie pasażera ma obowiązek zatrzymać się w wyznaczonym przez niego miejscu, nawet takim, które nie jest określone przystankiem. Natomiast zgubiony jest ten szczególnie, kto nie ma drobnych na autobus, gdyż ze względu na linie należące do różnych właścicieli niemożliwe jest kupienie biletów terminowych, czy wielokrotnego użytku, więc za każdym razem trzeba odpowiednią kwotę wrzucić do automatu znajdującego się tuż przy wejściu za kierowcą. Kwota jest niewielka, ale płacić można tylko monetami, a to prowadzi do absurdu, że czasami monety są cenniejsze niż banknoty, gdyż sklepikarze i właściciele kiosków wcale nie wydają ich chętnie. Czekanie na autobus okazuje się zatem igraszką z przypadkiem, rodzajem gry hazardowej i zapewne słusznie autobusy te miały kiedyś numer linii wymalowany tak jak odpowiadający danemu numerowi linii rysunek liczby w hazardowej grze quinela (rodzaj argentyńskiego totalizatora sportowego). [...] W 1985 roku zakazano ozdabiania autobusów „filete” (el fileteado), tym charakterystycznym, zrodzonym w końcu XIX wieku w Buenos Aires, stylem zdobniczym, który choć nadawał autobusom niepowtarzalny wygląd, jakoby wprowadzał w błąd pasażerów, gdyż pośród zdobień nie byli w stanie odczytać numerów i trasy autobusów. Może i przywrócono jakiś porządek w rozkładzie dnia porteños (czyli mieszkańców BA), ale odebrano im tym samym jakąś radosną, kwiecistą, arabeskową, lekką myśl, gdyż: „Jeśli Discépolo powiedział, że tango to smutna myśl, którą się tańczy; filete jest myślą radosną, którą się maluje”*. Dziś choć na autobusach styl filete można dostrzec jedynie w niewielkim stopniu i w miejscach, gdzie to dozwolone, to jednak nadal na ostatnich stronach guía “T” figurują ilustracje poszczególnych autobusów mające zagubionym pasażerom, graczom pomóc w identyfikacji nadjeżdżających numerów autobusów.

*Cytat zaczerpnęłam z papierowej „podkładki” jednej z restauracji w Buenos Aires: „Si Discépolo dijo que el tango es un pensamiento triste que se baila; el filete es un pensamiento alegre que se pinta.” Ricardo Gómez, fileteador (czyli jeden z artystów malujących w stylu „filete”).

Nie tylko podróżowanie autobusami, ale także poruszanie się po szachownicy guía “T” złożonej z kwadratów kartek i map podzielonych na mniejsze kwadraty, może sprawiać wrażenie jakiejś gry losowej. Ta mapa-przewodnik jest niewątpliwie klasyczną przestrzenią książki z numeracją stron i okładką zamykającą ją z dwóch stron, a jednak jej użytkownik – niczym więzień zamkniętej struktury labiryntu – błądzi po niej bez końca, każda strona odsyła do kolejnej, ta do następnej i tak bez końca. Na stronach internetowych w języku angielskim (a zatem głównie pisane przez lub dla turystów) można spotkać takie komentarze ilustrujące tę konsternację wobec wobec labiryntu guía “T” (podkreślenia własne):

Inni internauci, bardziej pragmatyczni, podają po prostu rozwiązanie problemu: należy wziąć taksówkę.

Może guía “T” tak niedoskonała w swoim skomplikowaniu i utrudnianiu komunikacji w mieście, jest właśnie mapą doskonałą, bo odwzorowującą prawdziwe Buenos Aires, jedyną mapą, której udało się narysować labirynt bez wejścia, wyjścia i bez granic. [...] Mapa jaką jest guía “T” jest żywotną częścią miasta, wygląda z kieszeni mieszkańców, mnoży się w kioskach, szeleści na przystankach i kawiarniach, albo leży zapomniana wraz z latami szkolnymi w szufladach; pogięta, poplamiona, przekartkowana tysiące razy albo zupełnie nienaruszona, pachnąca świeżością nie otwieranych jeszcze stron czekających na „a jakby kiedyś…”. Przez tę swoją codzienność, powszechność, banalność (jak banalna jest konstrukcja labiryntu), towarzyszenie codziennie w troskach i radościach milionowi mieszkańców zdaje się oddawać te uciekające kształtom wrzaski i ciemności. Może w Buenos Aires, tak jak w Eudoksji (jedno z „niewidzialnych miast” Italo Calvino), „każdy mieszkaniec porównuje z nieruchomym porządkiem dywanu własny obraz miasta, własny lęk i każdy może odnaleźć w ukryciu arabesek opowieść swojego życia, odmiany losu.” Może labiryntu Buenos Aires nie tworzą jego ściany i ciągnące się kilometrami ulice, ale to wszystko co pomiędzy nimi, co na nich, te nieodgadnione drogi ludzkie, ich życie, lęki, pragnienia, wszystko co dzieje się pomiędzy [...]

Poezja, wszędzie poezja, nawet (przede wszystkim?) przy jedzeniu i winie:)

 

Cytaty pochodzą z mojego tekstu Miasto jak labirynt. W pułapce sieci autobusowej Buenos Aires, którego całość można przeczytać w najnowszym numerze „Kultury Współczesnej”.

Kilka moich zdjęć poniżej. Więcej przecudnych autobusów Buenos Aires można obejrzeć po wpisaniu w Google: „colectivos Buenos Aires”. Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>